Poezja jest tajemnicą, którą próbujemy zgłębić. To rodzaj mowy i modlitwy. Natrętne słowa, które nie chcą sie od człowieka odczepić. To język i swiat zewnętrzny i wewnętrzny.
Poezja to kondensacja widzenia i języka, żyjąca własnym życiem. Biała kartka, bo na niej można napisać wszystko.
Biała kartka; bo na niej można napisać wszystko.
Właśnie tam
Właśnie tam
Gdzieś - kiedyś
Wiem, że na Podhalu
Niewielki skrawek
Mojej - Naszej ziemi
Był on początkiem
Wiosny kwitnącej
Lata, aż do jesieni
W zimowym zarąbku
Nocą i dniem
z otuchy krokiem
lecieć jak ptak o świcie.
* * *
Boże mój, nie pozwól
Bym był rzucony jak kamień
Złamany jak drzewo
Powstane
Tylko podaj dłoń
Nie daj nosić ciężkiego krzyża
A jeśli ma być
Daj krótką droge
Nie zawiode
Doniose do końca,
Tak daleko jak moge.
Jestem z gór
Z którymi igrać nie należy. Majestatycznych z koroną w chmurach Mogą zwiastować złe rzeczy Śmierć z rozkojarzeniem w ludzkiej słabości Patrzą na wszystkich, którzy przychodzą żeby coś przeżyć.
Jestem z gór pokrytych śniegiem Zaprzepaszczonej Hali, okolonej drzewami Więc patrzę na jutro po ludzku Na wieczność w niebiosach Wszystkie kwestie przeszłe, teraźniejsze i przyszłe.
Uznaję ich boskie stworzenie, Choć nie potrafię wyjaśnić najmniejszych cudów. Narodziłem się z tej ziemi Kośćcem czasu z elementów Wiatru, deszczu, dujawic.
Jestem z gór ( góral ) ślebodny Piórkaty w dziedzictwie poukładany Zakorzeniony w języku gwary Przestrzeń nękana w niegodziwości reklam Ojcowizna wpadła w niepowołane ręce.
upamiętnić dzień
w gęstwinie przeżytki szałasów zanim zostały porzucone
wielu młodych z komórkami obiektyw widzi więcej niż oko
dwoje opartych o siebie napięcie ciał osobno i razem
chłopak z farbowanymi włosami za drzewami schowany
kuca przy rowerze z opony uchodzi powietrze
tęsknotę trzeba usłyszeć przeżyć żeby zrozumieć
aby obejrzeć przeklikiwał na kilka zdjęć kiwał głową
mrużąc oczy z rozbawioną twarzą przekazywał ją komuś dalej
Szuje
Po II wojnie z odrętwienia się dźwiga wytyczony cel spod znaku sierpa i młota przechodzi ludzkie pojęcie bestialski zmysł nawołuje do mordu palić żywcem na celowniku AK zdradziecko jaskrawym przykładem sowiecki terror pod szyldem NKWD więzienia-gułagi doba niewolniczej pracy dla wrogo nastawionych los „wrogów” do dziś nie znamy grobów represji
Jedno ucho w przedsionku rozmawiają zziębnięci marszem nadziei zmęczeni narzekają na władzę przegonić pukających do drzwi agenturalnych ochronić państwo i ludność przed zagładą gier w konspiracji ( watażka ) zwąchań struktura ! Aresztowania ze strony aparatu bezpieczeństwa wbrew zasadom ich posunięcia zaskoczeniem dla ofiar
Krew idzie nie tylko z nosa, Od bicia nogi spuchnięte w trakcie przesłuchań przemoc fałszywych zeznań w karcerze łóżko bez pościeli, 300g chleba i wrzątek w toku śledztwa - knebel wciśnięty w usta Pokazowe procesy to najkrwawsze żniwo Wyroki śmierci - to element złożonego procesu przez rozstrzelanie, wystarczy w potylicę.
Tendencje mogą być różne o lokalnym zasięgu Kariera, to najlepsze lekarstwo werbowania agentów wznieść się na szczyty władzy, zaspokoić kaprys dotknąć istoty rzeczy, skrzętnie udobruchać zaufanie. Mnóstwo nadwrażliwych ludzi, chyłkiem po ulicy, krzyki i narzekania, wsiąkają w skóre, bliżej prawego krańca Tykanie wątpliwości. Cierpienie skrywają w krwioobieg Postęp wyznawanych wartości stał się sprawą istotną.
Zemsta i spory ciągną się po dziś dzień. Włosy dęba stają, gdy na sygnale jednostki ZOMO szturmem okalają bliźnich Nie widać końca. Bezdusznym kontrolom ( z kogutkami ) Incydent, serca nam kurczy w głąb, razem z portfelem Szklące się oczy, na każdy czyn serce nie biło spokojnie. Biło jak granat, znacząco szramą na pastwę, przekleństwem.
zza żelaznej kurtyny
1. W PRL - owskiej partii zwyrodniałym tworze bolszewii jako przewodnia siły narodu wierchuszka Polska Zjednoczona Partia Robotnicza
Suto zastawiony stół pomarańcze mandarynki dla uprzywilejowanych żerujących na pracy robotników i chłopów klas rzekomo-uprzywilejowanych wszelkie przejawy inicjatyw społecznych muszą być zgodne z ideologią kradnąc brutalnie złudzenia z czerwoną flagą plutony specjalne
Dostęp do paszportów wyłącznie zaufanym partyjnym służbistom. Jak sie nie wkurwiać ?
Szerzeniem nienawiści klasowej zwłaszcza do ludzi którzy działali w podziemiu stawiając opór władzy się aresztuje ... dostają wyroki siedzą w więzieniach
Gniew się rodzi z tej sprawiedliwości ocean łez przybierał w swoim zamyśle o chłodnym poranku zewsząd słychać milicyjne syreny
2 Pielgrzymka papieska ... Papież wygłasza orędzie płonącymi słowami strach zewsząd największy w szeregach upartyjnionych cwaniaków urządzających życie kosztem innych powinien zawstydzić ich samych.
Oklaski tłumione przez ZOMO
Upokorzony naród któremu pętla zaciska szyję otrzeźwiał wściekle zbuntował się przeciw chlubnemu przywódcy z jego dworem - MO i ZOMO
3. Biały Orzeł - co prawda chce przywracać pamięć spadkobiercom z niepokojem patrząc na ceny chleba, mleka, masła, sera koszuli, czynszu i prądu głód skomlił i chłód przenikliwy egzystencja zmartwieniem ogółu.
Pogarszające się warunki lawiną rosnące ceny zbuntowały dziesięciomilionową armią rutynowo pokazując partii co robotnik sądzi o władzy
4. Karnawał Solidarności ... ze szturmową piosenką wychodzą złączeni poza obręb stoczni z harmonią ciała i duszy determinacja ludzi pracujących za grosze poganianych normami obalają „szczęśliwy” ustrój opierając się gestom woleli zginąć solidarnie niż zgodzić się na coś wyssane z palca gdzie każdy koszmar ma zakrwawione ręce
Ta krew mroźnego śniegu modlitewnym szeptem wołająca o pomstę zdaje się być nie-usprawiedliwioną
1990
UKWALOWANIE
Urodzołek z Nojwyzsym Gazdom same wozne sprawy co mnie tropi co buduje cemu jest tak a nie inacej ?
Powinien wiedzieć o syćkim o setkach styrmanionyk szans co mi siy widzi co nie nadaje tym bardziej dotrzeć do świadomości zrozumieć Naski świat ludzkom nature mnożące siy sprawy
cłek syćko zniesie choć burzy i grzmotw siy boi Jo w roztargnieniu w skrupułach za i przeciw
w ręku różaniec wargami - pociorki asertywnie wsród ciszy potrafię tylko po ciemku
z niedobocka do izby wlazła Moja siy pyto ? coz tak siedzis po ciymku ?
Zaświeciyła światło !
prządki
( pleść na drutach jest sztuką )
kieloz radości wkłados do mozołu ścibianio wełnianego swetra śkarpetek
z kłębka plątaniny wzorzysty kiyrdel owcych pyrci holnych źdźbeł
przy gajsowej lampce twoje zgrzeblawe palce przędom
w podzięce mosiężnom spinkom ( z przekolacem ) twojom rzetelnom robote laurem uśmiechu w nagrode
PS. W podzięce - syćkim gażdzinkom, co umiejom plesć na drutach
Złotogłów i sałas
Dorodny złotogłów więdnie przy ścianie zbutrzniały jyj tram
słonko siy schylo za turnic granie w przepychu gam
i takom cisko jaskrawość cieni to w przód i w zod
widokiem wśród pokrzyw siy mieni bacowskiej "koliby" ślad
Pospołu cyniom na tle natury rzodki dziś znak
wędrowcu starający siy poznać (te naskie) góry
Był tu kiedysi Wołochów P a s t e r s k i s z l a k
Andrzej Pitoń – Kubow Chicago, lato 83
( Pominęło siy pasterstwo na holak )
Drzewiej kosarzono tu owce
niek świadcy moja pamięć
zaprzepascone szałasy odchodzom
przesłość ulatuje sprzeniewierzono historia
POSIADY
I
Był cas, lampa naftowa siy tlyła jedyno na całom gazdówke.
Knot kopciył migotliwie oscędnie coby gajzsu (nafty) starcyło na dłuzyj.
Pamiętom - - - nie tak downo to było a juz poł wieku z okłackiem jak po skończonej posłudze obejście trza było ogrotać zamieść foszty w izbie i w sieni bo zacni goście przyjść mieli przyjaciele - znajomi sąsiedzi na pogwarki we spólnocie posiedzieć.
Na powitanie zdrowkali przyjaźnie … Wtej - mama podkręcała lampe, coby plotki nie były robione po ćmoku. Opowieściom nie było końca.
II
Wcora z wiecora zdajołek wiersyk Pragnieniem było coby ktosi troskliwie podkręcił mój zapał ! Niestety zabrakło gajzsu (nafty) ostoł siy ino knot. Moze dzisiejszej nocy ?
III
Ludzie przydźcie w gości Skoro ino chcecie przyjść syćkik pytom Wos z radości przydzcie’z zaros - choćby dziś.
Jedzcie, pijcie, dolewojcie Słowem grojcie w różne gry ino pytom pochowojcie swoje grożne wilcze kły.
Plotki schować do kiesonek Rozjaśniojcie śmiechem twarz małom kładke przez potocek niek przeruci - kozdy z Wos.
IV
Przyjaciele, Downo nie widziane twarze odlatujom jak ptoki na jesieni.
Coś-ik nom siy przypomina, casami zapomino.
W podkrążonych ocach ( u znajomych ) widzimy samego sobie i jest troche miło i troche żal.
Dziękować Bogu ze - nie jesteśmy - jedyni, co wierni zostali sobie i światu
Więcej jak kopa ( w kalyndorzu ) lato siy przesiylyło za progiem jesień do zimy daleko a moze siy nie dozyje?
Gorzść piasku cisnięto za siy zdmuchnięte świycki gasnom na połowie Niewiele zostało na drugom a ona moze nie przyjść bo powie ze ślisko.
O trzeciej - ni ma juz mowy … Wystarcy ozejrzeć siy dookoła. Samotność w bezzębne dziąsła nie jest miyło pułapka ciągle siy skrado wywołuje zmortwienie
Krok po kroku sukomy pocątku wiedząc, ze rad przychodzi na samym końcu i ciągle siy go obawiom …
Cas mi zacon pomalućku uciekać nie wiem cy jest sensem go gonić na osiągi nie wypodo juz cekać przed casem siy nie do uchronić.
fragment pasieki
płony rok
dudła postawili na kulickach nie otulyli słomom skrony tego zimom pscoły skapły bezwiednie
po ćmoku, gazdujom dziwożony
ćma – ciemniućka noc
po-ćmie ponad bajorkiem w zażyłej radości
lawiruje ćma
pogmatwany len cuchrajom topielice
horror ... ozchylo jałowce
po śladach księżyca ławica obłoków sunęła po nocach wśród smreków i jedli śkaradne leśne istoty jazgotliwe "mamuny" z obwisłymi "cyckami" z gołym podbrzuszem namolne boginki z nagimi wargami pluskajom siy w wirze w wodnym odmęcie wielko ik frajda i zbytek zbereźny czynami prowokujom staruszków omamiajom parobków dziwadła im siedzom w głowach naiwne myśli hałasujom krzykliwe szarawo noc gwiozdy na niebie ściymniały ćma ćme ćmi po ćmie połówka nocy rzednie mgła niebo ciece śiompom mglisto nić w scelinie pukło ziorko bucyny
Malczewski Jacek, w uściskach dziwożony, obraz z cyklu Rusałki
Podoba
Pytołek holnego, coby przygnoł mi twoje słowa, On - ik ino ozduchoł wbrew obiegowej opinii.
Ujonek pytać słonko, coby pokozało mi swój rumieniec Ono - go skryło w odlotowych chmurach.
Skierowołek prośbe do źródlanej wody wereda, zakopała jom na dnie ( źródła ) głęboko, kany wzrok nie dosięgo.
Poconek sukać środ piorgów urwiska, odsłońcie mi choćby jej nikły ślad . . . One - nienawykłe dawać drugom szanse.
Po wiyrchach wiatry hulajom na popłoch chmury piyrzaste, postrzępione biołe dmuchawce natura nom dała w powietrzu syćko jawi siy jawom.
Dopiero kie ciemność snem siy przytulo na niebie zablinkajom gwiozdy i księzyc - co sen kołyse z zadumom namiętności.
pokochać za nic
idzie kierny kiełzo na zolach ( zelówkach ) przekleństwa z odrazom
w gałęziach ptosków poranne ćwiergotanie
hałasem wystrasyni zero pozytku bez ducha śpi na wznak
ona w chałupie boleje przerazono widokiem boli jom scęście połowicne
Prymista
kajsi grajom
słychno muzyke
piętrzące siy dźwięki
targajom duse
choć dzisiok
nimo na nic ochoty
ni drygu ni ciągot
co krew burzom w żyłach
tak obojętnie
wiater muzyke przędzie
dżwiękami strunic
przerywo niechcenie
do brody
gęśle przycisko
smycek wsturzo
do gorzci
prymisto groj
Sielanka
na mój dusiu dać Ci kciołek porannom rose . . . szarotke z turni co hań wyrosła pośród mgławic dać Ci kciołek choć nie dołek krokusów bukiecik wceśnom wiesnom dać Ci kciołek słonka wieśniany promień ochoty i żaru do miyłości po ciymku scyrze mówiąc moje bóstwo w zakasanej sukience . . . Cy marzyłaś wtej o tym ?
Rusyła lekko ramieniem.
na holi słota docondrany dzień śiompom zacino po licach lejbom onacy w ozwarte scyrby plute wdeptuje w wełne owiec ziąbem przesyty dzień w dolinie otawa z pełniom trowy dlo kiyrdla owiecek
styrmacka
- daleko nie blisko wysoko nie nisko –
Zamarlej Turni nie peć w samotności kapryśnej wiesny wokółku gór skostniałe powiytrze i dysc po chropowatej skórze skał
góra górze nie równo
styrmacka ludzi z upustu dna desperacko przykuwo uwage pogodzonych z losem rozpaczy dar boski i cisza szumi w uszach niepewność i lęk pomiędzy górą a cłowiekiem zachybotał strach
Janicku …
obziyrałak twojom podobe z cięzorem wspomnień schodzącego miesiącka
schyloł siy na przemiane pospołu igroł z wiatrem spojrzeniym moim gardząc
w jesiennom noc przymrozek opatulił trowe skostniałym lodem
trowa cuje to co - jo kiedyś odjechoł precki za Wielkom Wode
cekom teroz z zamarzniętym sercem na odrobine ciepła.