Właśnie tam

Gdzieś - kiedyś
Wiem, że na Podhalu
Niewielki skrawek 
Mojej - Naszej ziemi
Był on początkiem
Wiosny kwitnącej 
Lata, aż do jesieni
W zimowym zarąbku
Nocą i dniem 
z otuchy krokiem
lecieć jak ptak o świcie.
 
            * * *

Boże mój, nie pozwól
Bym był rzucony jak kamień
Złamany jak drzewo
Powstane 
Tylko podaj dłoń
Nie daj nosić ciężkiego krzyża 
A jeśli ma być 
Daj krótką droge
Nie zawiode 
Doniose do końca, 
Tak daleko jak moge.

Jestem z gór


Z którymi igrać nie należy.
Majestatycznych z koroną w chmurach
Mogą zwiastować złe rzeczy
Śmierć z rozkojarzeniem w ludzkiej słabości
Patrzą na wszystkich, którzy przychodzą żeby coś przeżyć.

Jestem z gór pokrytych śniegiem
Zaprzepaszczonej Hali, okolonej drzewami
Więc patrzę na jutro po ludzku
Na wieczność w niebiosach
Wszystkie kwestie przeszłe, teraźniejsze i przyszłe.

Uznaję ich boskie stworzenie,
Choć nie potrafię wyjaśnić najmniejszych cudów.
Narodziłem się z tej ziemi
Kośćcem czasu z elementów
Wiatru, deszczu, dujawic.

Jestem z gór ( góral ) ślebodny
Piórkaty w dziedzictwie poukładany
Zakorzeniony w języku gwary
Przestrzeń nękana w niegodziwości reklam
Ojcowizna wpadła w niepowołane ręce.
upamiętnić dzień


w gęstwinie przeżytki szałasów
zanim zostały porzucone

wielu młodych z komórkami
obiektyw widzi więcej niż oko

dwoje opartych o siebie
napięcie ciał osobno i razem

chłopak z farbowanymi włosami
za drzewami schowany

kuca przy rowerze
z opony uchodzi powietrze

tęsknotę trzeba usłyszeć
przeżyć żeby zrozumieć

aby obejrzeć przeklikiwał
na kilka zdjęć kiwał głową

mrużąc oczy z rozbawioną twarzą
przekazywał ją komuś dalej




Szuje

Po II wojnie z odrętwienia się dźwiga wytyczony cel
spod znaku sierpa i młota przechodzi ludzkie pojęcie
bestialski zmysł nawołuje do mordu palić żywcem
na celowniku AK zdradziecko jaskrawym przykładem
sowiecki terror pod szyldem NKWD więzienia-gułagi
doba niewolniczej pracy dla wrogo nastawionych
los „wrogów” do dziś nie znamy grobów represji

Jedno ucho w przedsionku rozmawiają zziębnięci
marszem nadziei zmęczeni narzekają na władzę
przegonić pukających do drzwi agenturalnych
ochronić państwo i ludność przed zagładą gier
w konspiracji ( watażka ) zwąchań struktura !
Aresztowania ze strony aparatu bezpieczeństwa
wbrew zasadom ich posunięcia zaskoczeniem dla ofiar

Krew idzie nie tylko z nosa, Od bicia nogi spuchnięte
w trakcie przesłuchań przemoc fałszywych zeznań
w karcerze łóżko bez pościeli, 300g chleba i wrzątek
w toku śledztwa - knebel wciśnięty w usta
Pokazowe procesy to najkrwawsze żniwo
Wyroki śmierci - to element złożonego procesu
przez rozstrzelanie, wystarczy w potylicę.

Tendencje mogą być różne o lokalnym zasięgu
Kariera, to najlepsze lekarstwo werbowania agentów
wznieść się na szczyty władzy, zaspokoić kaprys
dotknąć istoty rzeczy, skrzętnie udobruchać zaufanie.
Mnóstwo nadwrażliwych ludzi, chyłkiem po ulicy,
krzyki i narzekania, wsiąkają w skóre, bliżej prawego krańca
Tykanie wątpliwości. Cierpienie skrywają w krwioobieg
Postęp wyznawanych wartości stał się sprawą istotną.

Zemsta i spory ciągną się po dziś dzień. Włosy dęba stają,
gdy na sygnale jednostki ZOMO szturmem okalają bliźnich
Nie widać końca. Bezdusznym kontrolom ( z kogutkami )
Incydent, serca nam kurczy w głąb, razem z portfelem
Szklące się oczy, na każdy czyn serce nie biło spokojnie.
Biło jak granat, znacząco szramą na pastwę, przekleństwem.

zza żelaznej kurtyny

1.
W PRL - owskiej partii
zwyrodniałym tworze bolszewii
jako przewodnia siły narodu
wierchuszka
Polska Zjednoczona Partia Robotnicza

Suto zastawiony stół
pomarańcze mandarynki
dla uprzywilejowanych
żerujących na pracy robotników i chłopów
klas rzekomo-uprzywilejowanych
wszelkie przejawy inicjatyw społecznych
muszą być zgodne z ideologią
kradnąc brutalnie złudzenia
z czerwoną flagą
plutony specjalne

Dostęp do paszportów
wyłącznie zaufanym
partyjnym służbistom.
Jak sie nie wkurwiać ?

Szerzeniem nienawiści klasowej
zwłaszcza do ludzi
którzy działali w podziemiu
stawiając opór władzy
się aresztuje ...
dostają wyroki
siedzą w więzieniach

Gniew się rodzi
z tej sprawiedliwości
ocean łez
przybierał
w swoim zamyśle
o chłodnym poranku
zewsząd słychać
milicyjne syreny

2
Pielgrzymka papieska ...
Papież wygłasza orędzie
płonącymi słowami
strach zewsząd
największy w szeregach
upartyjnionych cwaniaków
urządzających życie
kosztem innych
powinien zawstydzić ich samych.

Oklaski tłumione przez ZOMO

Upokorzony naród
któremu pętla zaciska szyję
otrzeźwiał wściekle
zbuntował się przeciw
chlubnemu przywódcy
z jego dworem - MO i ZOMO

3.
Biały Orzeł - co prawda
chce przywracać pamięć spadkobiercom
z niepokojem patrząc na ceny
chleba, mleka, masła, sera
koszuli, czynszu i prądu
głód skomlił i chłód przenikliwy
egzystencja zmartwieniem ogółu.

Pogarszające się warunki
lawiną rosnące ceny
zbuntowały
dziesięciomilionową armią
rutynowo
pokazując partii
co robotnik sądzi o władzy

4.
Karnawał Solidarności ...
ze szturmową piosenką
wychodzą złączeni
poza obręb stoczni
z harmonią ciała i duszy
determinacja ludzi
pracujących za grosze
poganianych normami
obalają „szczęśliwy” ustrój
opierając się gestom
woleli zginąć solidarnie
niż zgodzić się na coś
wyssane z palca
gdzie każdy koszmar
ma zakrwawione ręce

Ta krew mroźnego śniegu
modlitewnym szeptem
wołająca o pomstę
zdaje się być
nie-usprawiedliwioną


1990
UKWALOWANIE



Urodzołek
z Nojwyzsym Gazdom
same wozne sprawy
co mnie tropi
co buduje
cemu jest tak
a nie inacej ?

Powinien wiedzieć
o syćkim
o setkach styrmanionyk szans
co mi siy widzi
co nie nadaje
tym bardziej
dotrzeć do świadomości
zrozumieć
Naski świat
ludzkom nature
mnożące siy sprawy

cłek syćko zniesie
choć burzy i grzmotw siy boi
Jo
w roztargnieniu
w skrupułach
za i przeciw

w ręku różaniec
wargami - pociorki
asertywnie wsród ciszy
potrafię
tylko po ciemku

z niedobocka do izby
wlazła Moja
siy pyto ?
coz tak siedzis
po ciymku ?

Zaświeciyła światło !
prządki

( pleść na drutach jest sztuką )

kieloz radości wkłados
do mozołu ścibianio
wełnianego swetra
śkarpetek

z kłębka plątaniny
wzorzysty kiyrdel
owcych pyrci
holnych źdźbeł

przy gajsowej lampce
twoje zgrzeblawe
palce
przędom

w podzięce
mosiężnom spinkom
( z przekolacem )
twojom rzetelnom robote
laurem uśmiechu
w nagrode

PS. W podzięce - syćkim gażdzinkom,
co umiejom plesć na drutach
Złotogłów i sałas

Dorodny złotogłów
więdnie przy ścianie
zbutrzniały jyj tram

słonko siy schylo
za turnic granie
w przepychu gam

i takom cisko
jaskrawość cieni
to w przód i w zod

widokiem wśród
pokrzyw siy mieni
bacowskiej "koliby" ślad

Pospołu cyniom
na tle natury
rzodki dziś znak

wędrowcu
starający siy
poznać
(te naskie) góry

Był tu kiedysi
Wołochów
P a s t e r s k i s z l a k



Andrzej Pitoń – Kubow
Chicago, lato 83
(  Pominęło siy pasterstwo na holak )

Drzewiej
kosarzono
tu owce

niek
świadcy
moja pamięć

zaprzepascone
szałasy
odchodzom

przesłość ulatuje
sprzeniewierzono
historia


POSIADY

I

Był cas,
lampa naftowa siy tlyła
jedyno na całom gazdówke.

Knot kopciył migotliwie
oscędnie
coby gajzsu (nafty) starcyło na dłuzyj.

Pamiętom - - -
nie tak downo to było
a juz poł wieku z okłackiem
jak po skończonej posłudze
obejście trza było ogrotać
zamieść foszty w izbie i w sieni
bo zacni goście przyjść mieli
przyjaciele - znajomi sąsiedzi
na pogwarki we spólnocie posiedzieć.

Na powitanie zdrowkali przyjaźnie …
Wtej - mama podkręcała lampe,
coby plotki nie były robione po ćmoku.
Opowieściom nie było końca.

II

Wcora z wiecora zdajołek wiersyk
Pragnieniem było coby ktosi
troskliwie podkręcił mój zapał !
Niestety zabrakło gajzsu (nafty)
ostoł siy ino knot.
Moze dzisiejszej nocy ?

III

Ludzie przydźcie w gości
Skoro ino chcecie przyjść
syćkik pytom Wos z radości
przydzcie’z zaros - choćby dziś.

Jedzcie, pijcie, dolewojcie
Słowem grojcie w różne gry
ino pytom pochowojcie
swoje grożne wilcze kły.

Plotki schować do kiesonek
Rozjaśniojcie śmiechem twarz
małom kładke przez potocek
niek przeruci - kozdy z Wos.

IV

Przyjaciele,
Downo nie widziane twarze
odlatujom jak ptoki na jesieni.

Coś-ik nom siy przypomina,
casami zapomino.

W podkrążonych ocach
( u znajomych )
widzimy samego sobie
i jest troche miło
i troche żal.

Dziękować Bogu
ze - nie jesteśmy - jedyni,
co wierni zostali sobie i światu

ino od nas zolezy
cy tego siy nie wyzbędziemy?

60 - - - mineno ...
starannie dobrane okulory
przyblizajom druk
oddolajom lęk.

Więcej jak kopa ( w kalyndorzu )
lato siy przesiylyło
za progiem jesień
do zimy daleko
a moze siy nie dozyje?

Gorzść piasku cisnięto za siy
zdmuchnięte świycki
gasnom na połowie
Niewiele zostało na drugom
a ona moze nie przyjść
bo powie ze ślisko.

O trzeciej - ni ma juz mowy …
Wystarcy ozejrzeć siy dookoła.
Samotność w bezzębne dziąsła
nie jest miyło
pułapka
ciągle siy skrado
wywołuje zmortwienie

Krok po kroku sukomy pocątku
wiedząc, ze rad przychodzi
na samym końcu
i ciągle siy go obawiom …

Cas mi zacon pomalućku uciekać
nie wiem cy jest sensem go gonić
na osiągi nie wypodo juz cekać
przed casem siy nie do uchronić.
fragment pasieki
płony rok

dudła
postawili
na kulickach
nie otulyli słomom
skrony tego
zimom
pscoły
skapły
bezwiednie




po ćmoku, gazdujom dziwożony

ćma – ciemniućka noc

po-ćmie
ponad bajorkiem
w zażyłej radości

lawiruje ćma

pogmatwany len
cuchrajom topielice

horror ...
ozchylo jałowce

po śladach księżyca
ławica obłoków
sunęła po nocach
wśród smreków i jedli
śkaradne leśne istoty
jazgotliwe "mamuny"
z obwisłymi "cyckami"
z gołym podbrzuszem
namolne boginki
z nagimi wargami
pluskajom siy w wirze
w wodnym odmęcie
wielko ik frajda i zbytek
zbereźny czynami
prowokujom staruszków
omamiajom parobków
dziwadła im siedzom
w głowach naiwne myśli
hałasujom krzykliwe
szarawo noc
gwiozdy na niebie ściymniały
ćma
ćme
ćmi
po ćmie
połówka nocy
rzednie mgła
niebo
ciece
śiompom
mglisto nić
w scelinie
pukło
ziorko bucyny

Malczewski Jacek, w uściskach dziwożony, obraz z cyklu Rusałki
Podoba


Pytołek holnego,
coby przygnoł mi twoje słowa,
On - ik ino ozduchoł wbrew obiegowej opinii.

Ujonek pytać słonko,
coby pokozało mi swój rumieniec
Ono - go skryło w odlotowych chmurach.

Skierowołek prośbe do źródlanej wody
wereda, zakopała jom na dnie ( źródła )
głęboko, kany wzrok nie dosięgo.

Poconek sukać środ piorgów urwiska,
odsłońcie mi choćby jej nikły ślad . . .
One - nienawykłe dawać drugom szanse.

Po wiyrchach wiatry hulajom na popłoch
chmury piyrzaste, postrzępione biołe dmuchawce
natura nom dała w powietrzu syćko jawi siy jawom.

Dopiero kie ciemność snem siy przytulo
na niebie zablinkajom gwiozdy i księzyc -
co sen kołyse z zadumom namiętności.

pokochać za nic

idzie kierny
kiełzo na zolach ( zelówkach )
przekleństwa z odrazom

w gałęziach
ptosków poranne
ćwiergotanie

hałasem wystrasyni
zero pozytku
bez ducha śpi na wznak

ona w chałupie boleje
przerazono widokiem
boli jom scęście połowicne
Prymista

kajsi grajom
słychno muzyke
piętrzące siy dźwięki
targajom duse
choć dzisiok
nimo na nic ochoty 
ni drygu ni ciągot
  co krew burzom w żyłach
tak obojętnie
wiater muzyke przędzie
dżwiękami strunic
przerywo niechcenie 
do brody 
gęśle przycisko
 smycek wsturzo 
do gorzci
prymisto groj 
Sielanka 

na mój dusiu
dać
Ci
kciołek
porannom rose . . .
szarotke z turni
co hań
wyrosła
pośród mgławic
dać
Ci
kciołek
choć nie dołek
krokusów
bukiecik
wceśnom wiesnom
dać
Ci
kciołek
słonka
wieśniany promień
ochoty i żaru
do miyłości
po ciymku
scyrze mówiąc
moje bóstwo
w zakasanej sukience
. . .
Cy marzyłaś
wtej o tym ?

Rusyła lekko ramieniem.
na holi 
słota
docondrany dzień
śiompom zacino
po licach
lejbom onacy
w ozwarte scyrby
plute wdeptuje
w wełne owiec
ziąbem
przesyty dzień
w dolinie
otawa
z pełniom
trowy
dlo kiyrdla
owiecek

styrmacka

- daleko nie blisko
wysoko nie nisko –


Zamarlej Turni
nie peć w samotności
kapryśnej wiesny
wokółku gór
skostniałe powiytrze
i dysc
po chropowatej skórze
skał

góra
górze
nie równo

styrmacka
ludzi
z upustu dna
desperacko
przykuwo uwage
pogodzonych z losem
rozpaczy
dar boski
i cisza
szumi w uszach
niepewność i lęk
pomiędzy
górą
a
cłowiekiem
zachybotał
strach



Janicku …

obziyrałak twojom podobe
z cięzorem wspomnień
schodzącego miesiącka

schyloł siy na przemiane
pospołu igroł z wiatrem
spojrzeniym moim gardząc

w jesiennom noc
przymrozek opatulił trowe
skostniałym lodem

trowa cuje to co - jo
kiedyś odjechoł precki
za Wielkom Wode

cekom teroz
z zamarzniętym sercem
na odrobine ciepła.